Forum Narnia.pl Strona Główna
Home - FAQ - Szukaj - Użytkownicy - Grupy - Galerie - Rejestracja - Profil - Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości - Zaloguj
"Nie damy, by na zgnębił wróg!"

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Narnia.pl Strona Główna -> Stara Szafa
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ellenai
Moderator
Moderator


Dołączył: 04 Gru 2006
Posty: 2986
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/4

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 18:46, 17 Cze 2010    Temat postu: "Nie damy, by na zgnębił wróg!"

Napisałam to w jak byłam w nastroju patriotycznym, jeszcze w liceum.

Rok 1831.

Po upadku powstania listopadowego przez ziemie polskie przewinęły się okrutne represje. Jedną z nich była deportacja rodzin powstańców na Syberię. I właśnie o osobie z takiej rodziny chcę opowiedzieć.
Właśnie na kibitkę wsiadła młoda, dostatnio ubrana kobieta z małą dziewczynką na ręku. Dziecko mogło mieć pół roku, może trochę więcej. Mąż tej kobiety brał udział w powstaniu; po upadku powstania rozstrzelano go, a teraz odnaleziono jego rodzinę i oskarżono ją o zdradę. Nieważne, jak absurdalnie to brzmiało (bo jak niby półroczna dziewczynka mogłaby być zdrajczynią?), ważne, że znaleziono powód, aby wysłać je na daleką północ. Gdy kibitka była pełna, ruszyła z miejsca i zaczęła się długa, męcząca podróż do miejsca zesłania, które dla przeważającej części nieszczęśliwych ludzi stawało się miejscem śmierci. Duża część umierała już w trakcie drogi.
Miejscem śmierci stała się Syberia dla nieszczęsnej matki. Zimno i praca ponad siły szybko ją pokonały. Współtowarzysze niedoli wybłagali u strażników katolicki pogrzeb i prędko ją pochowano. Ale została jej córka. Co zrobić z dziewczynką? To dziecko nie nadaje się jeszcze do żadnej pracy. Za małe. I tak cud, że Moskale od razu się jej nie pozbyli, nie mając z niej żadnego pożytku. A teraz jej matka nie żyje, kto się nią zaopiekuje? To jeszcze jedna gęba do wykarmienia, a tu i tak panuje głód. Co więc zrobić? Niemały kłopot!
Traf zrządził, że tego właśnie dnia przyjechał na inspekcję jeden z urzędników carskich, wraz z żoną. Urzędnik i strażnicy udali się na zwiedzanie obozu polskich robotników, a jego żona została na placu przed obozem. Niedaleko ujrzała grupkę ludzi, żywo o czymś dyskutujących. Zaciekawiona, o co idzie, zbliżyła się do nich.
- O co chodzi? - zapytała.
Ludzie zwrócili do niej zmartwione twarze.
- Mamy kłopot - odparł jeden z mężczyzn. - Dzisiaj zmarła jedna z kobiet osierocając półroczną dziewczynkę. No i nie wiemy, co teraz z nią zrobić! Nie może jeszcze pracować, jest za mała. A warunki tutaj są tak ciężkie, że nikt nie chce wziąć za nią odpowiedzialności.
- Gdzie ona jest? - zapytała pani urzędnikowa. - Chciałabym ją zobaczyć.
- Oczywiście. Przynieś malutką - poprosił mężczyzna kolegę. Ten udał się do jednej z chat i po chwili wrócił z dziewczynką na ręku.
- Jaka ona śliczna! - zawołała z zachwytem urzędnikowa. - Mam pomysł! Zaadoptuję ją. Ja i mój mąż nie mamy dzieci i mieć nie możemy, a tak bardzo chcieliśmy mieć zawsze taką właśnie córeczkę. W ten sposób my dostaniemy to, czego zawsze pragnęliśmy, a wy pozbędziecie się kłopotu.
- Czy ja wiem? - wahał się mężczyzna. - Oddać polską dziewczynkę Rosjanom…
- Sami mówicie, jakie tu są ciężkie warunki. A ona jest delikatna. Nie wytrzyma zimy. A u nas nie będzie jej się działa krzywda.
Mężczyzna uległ. Chodziło wszak o dobro dziecka.
Urzędnik i jego żona zabrali dziewczynkę do swego domu w Petersburgu. Nadali jej imię Tania.
Wychowywano ją w nacjonalizmie, czyli przekonaniu, że własny kraj i naród jest najlepszy, a inne powinny być albo jego sługami, albo w ogóle nie mają prawa bytu, a jeśli się przeciwko temu buntują, to należy je zniszczyć. Tania kochała Rosję, a żywiła nienawiść do wszystkich jej wrogów, w tym także do Polaków. To była ironia losu, że Polka nienawidziła własnej nacji. Tylko, że ona nie wiedziała nic o tym, że jest Polką. Była przekonana, że jest rodzonym dzieckiem urzędnika i jego żony. Zresztą traktowali ją dobrze, tak, jakby rzeczywiście byli jej prawdziwymi rodzicami i nie działa jej się żadna krzywda. Chyba, że za krzywdę można uznać takie wychowanie. A można, tym bardziej, że w przypadku Tani było to jeszcze na dodatek wynaradawianie.
Przybrani rodzice Tani byli z niej zadowoleni i dumni. Dziewczynka była bardzo wrażliwą i egzaltowaną osóbką i oddawała się każdej pasji z poświęceniem i namiętnością. Nietrudno było na nią wpłynąć, dlatego tak łatwo dała się wychować na Rosjankę. Wołanie krwi jej prawdziwych rodziców zostało tak przytłumione rosyjskim wychowaniem, że nie było go słychać. Nauka, wpajana jej przez opiekunów i na pensji dla panien, nie szła w las, a dowodem na to może być pewien incydent…
Jej przybrany ojciec został wezwany na sąd członków wykrytej właśnie tajnej organizacji patriotycznej. Tania stanęła na progu domu, bo owa grupa stała w właśnie na podwórcu jej domu i zobaczyła kilku młodych ludzi, w pętach, pobitych i pokrwawionych. Żal było na nich patrzeć, toteż w sercu Tani wzbudziło się współczucie dla nich. Jednak szybko stłumiła to uczucie, przypominając sobie, że to przestępcy i zostali ukarani za występowanie przeciwko carowi. A na tym z pewnością się nie skończy. Tania słyszała, że car zawsze każe karać śmiercią zdrajców. A oni byli właśnie zdrajcami. Tak przynajmniej myślała Tania. Podniosła wysoko głowę, zeszła ze schodów i podeszła do grupki młodych ludzi.
- Chyba nie zachowaliście się mądrze! - powiedziała do nich. - Po co było zakładać tajną, zdradziecką organizację? I jeszcze dać się złapać? Przyjdzie teraz zapłacić za to głową! Nie żal wam życia?
Jeden z młodzieńców spojrzał na nią uważniej niż inni, a ona zobaczyła w jego oczach coś dziwnego. Jakby jakiś błysk i cień jednocześnie.
- Nie rozumiesz, panno? - odparł. - Widzę, że uważasz nas za zdrajców, ale to nieprawda! Jesteśmy patriotami. Chcieliśmy pomóc naszej ojczyźnie odzyskać wolność. Nie udało nam się, będziemy musieli za to zapłacić, może nawet życiem. Ale z naszej krwi wyrosną zastępy innych, nam podobnych, z każdej kropli dziesięciu! I może im się w końcu uda to, co nam się nie udało. Pytasz, czy nie żal nam życia? Nie. Nie żałujemy niczego, co uczyniliśmy dla dobra naszej ojczyzny. Jeśli musimy zapłacić za to życiem, zgoda. Nie boimy się. Oddać życie dla ojczyzny to największe szczęście.
Tanię zamurowało. Słyszała kiedyś podobne słowa z ust żołnierzy, ale…
- Jesteście żołnierzami? - zapytała niepewnie.
- Nie, panno - odparł młodzieniec. - Jesteśmy Polakami.
Polakami! To wszystko wyjaśniało. Tylko Polacy byli tak zwariowani na punkcie odzyskania wolności, żeby ryzykować życiem. Słowa młodzieńca też na to wskazywały. Aż dziw, że sama się nie domyśliła!
Odwróciła się i już miała odejść, ale usłyszała, że jej rozmówca zaczął nucić jakąś melodię. Ten dźwięk zastopował ją. Poczuła się dziwnie. Nie mogłaby powiedzieć, żeby ta melodia była szczególnie ładna, albo, żeby się jej podobała, ale jednak wzbudzała się w niej przedziwne emocje. Zawsze była czuła na piękno muzyki, gdy słyszała hymn rosyjski, łzy jej stawały w oczach, ale ta melodia sprawiała, że miała ochotę biec… gdzie? Nie wiedziała, ale biec gdzieś daleko… po co? Tego też nie wiedziała, ale miała wrażenie, że po coś niezwykle cennego. Żegnana tą niezwykłą melodią odeszła, ale te dźwięki tak zapadły jej w pamięć, że w następnych dniach niejednokrotnie przyłapywała się na tym, że sama nuci tę melodię. Jednego dnia usłyszał to jej przybrany ojciec.
- Taniu! - zawołał i szybko przemierzył odcinek dzielący go od niej. - Co ty śpiewasz?
- Ja - zaczęła się tłumaczyć dziewczyna - gdzieś to usłyszałam, papo.
- Wiesz, co to za melodia? - pytał ojciec wibrującym z gniewu głosem. - To pieśń polskich rebeliantów! Nazywają ją „Warszawianka”. A śpiewa się tak…
Ojciec odchrząknął i zaśpiewał:
Hej, kto Polak, na bagnety!
Żyj swobodo, Polsko żyj!”
- I tak dalej - dokończył mówiąc. A pieśń ta mówi ni mniej, ni więcej, tylko o walce z najjaśniejszym carem i pokonaniu Rosji! A ty ją sobie podśpiewujesz! Ty, córka carskiego urzędnika!
- Przepraszam, papo, nie wiedziałam… - wyszeptała skruszona dziewczyna. Zrobiło jej się wstyd. Jak mogła nucić taką niebezpieczną, rebeliancką, polską piosenkę! Dlaczego, u licha, tak jej zapadła w pamięć?
Właśnie, dlaczego? Może dlatego, że słyszała ją, jeszcze zanim się narodziła, będąc jeszcze w brzuchu matki? A może dlatego, że miała w sobie krew człowieka, który na pewno śpiewał ją z zapałem i wiarą w jej słowa i to niejeden raz? Świadomość narodowa Tani zaczynała wypływać na powierzchnię…
Pewnego dnia jej przybrana matka oznajmiła:
- Taniu, zacznij się pakować. Ojciec ma jakieś sprawy w Przywiślańskim Kraju i jedzie tam na tydzień. Chce nas z sobą zabrać.
- Wycieczka! Wspaniale! - zawołała Tania i pobiegła się spakować.
Po przyjeździe zatrzymali się w sporym dworku, niedaleko miasteczka. Leżał on nad jeziorem, a mieszkała w nim stara kobieta, która - jak mówiła - była gospodynią i opiekowała się tym dworem pod nieobecność właścicieli. Lecz gdy przybrana matka spytała, gdzie teraz są ci właściciele, gospodyni tylko wzruszyła ramionami i nic nie odpowiedziała. Gdy kobieta zobaczyła Tanię, stanęła jak wryta, a potem klasnęła w ręce i zawołała:
- A toć panienka to jakby pani moja za młodych lat! Nie do wiary, prawie identyczne! A może - nie wiadomo dlaczego ściszyła głos - może panienka to jej córka? Ta, co to z matką wywieźli w głęboką Rosiję?
Żona urzędnika głęboko westchnęła ze zdziwienia, a Tania odpowiedziała:
- Ja jestem córką tej pani - wskazując z uśmiechem urzędnikową.
- Tak, Taniu - wykrztusiła z trudem urzędnikowa. - Jesteś moją córką, ale nie ja cię urodziłam. Kocham cię, jak własne dziecko i na zawsze pozostaniesz moim dzieckiem, ale urodził cię kto inny. Ja cię tylko zaadaptowałam.
- Co takiego? - wykrzyknęła zdziwiona dziewczyna. - Nic o tym nie wiedziałam! Dlaczego mi tego nie powiedziałaś? Dlaczego mówisz mi to dopiero teraz?
- Tak wyszło… Nie widziałam potrzeby ci o tym mówić. Tak cię pokochałam, że prawie o tym zapomniałam… Znalazłam cię wśród mieszkańców Syberii, przesiedlonych z tych ziem…
- Przesiedlonych! Dobre sobie! - mruknęła staruszka. - Zesłanych wbrew swojej woli za miłość do ojczyzny - oto właściwe określenie!
- …twoja matka umarła - kontynuowała urzędnikowa, nie zwracając uwagi na słowa staruszki. - Ci ludzie martwili się o twój los, nie mieli pojęcia, co z tobą zrobić… więc ja postanowiłam się tobą zaopiekować.
Tania milczała, oszołomiona.
- Ile miała dziewuszka, jak ją pani wzięła? - spytała staruszka.
- Była malutka - odparła urzędnikowa, uśmiechając się z rozrzewnieniem do wspomnień. - Nie umiała nawet jeszcze chodzić, trzeba było ją nosić na rę-kach… Miała pewnie jakieś pół roku, może troszkę więcej…
Staruszka znów klasnęła w ręce:
- Coś takiego! A córka mojej pani też miała pół roku, jak ją zabrali! I panienka to żywy obraz mej pani… To za dużo zbiegów okoliczności! Panienka to na pewno ta maleńka, co to ją wywieźli z matką za to tylko, że ich mąż i ojciec brał udział w walkach! - dodała stara kobieta z oburzeniem. - A co one winne?
Tania słuchała w osłupieniu. A więc to, w co tak gorąco wierzyła… Tak wiele się zmieniło! Jeśli wyjechała stąd jako malutka dziewczynka… jeśli stąd pocho-dzi… to znaczy, że nie jest Rosjanką, tylko Polką! Pochodzi z tego narodu, którym tak gardziła i który tak wyśmiewała! W jej oczach równało się to hańbie kładącej cień na całym jej życiu. Jakby nie mogąc jeszcze uwierzyć w to, co właśnie zrozumiała, wyszeptała:
- A więc… jestem Polką?
- Tak - skinęła głowa staruszka.
Te słowa starej kobiety upewniły Tanię, że jej domysły były słuszne. Nie chciała się jednak z tym pogodzić. Jak dziecko, którym właściwie jeszcze była, bo miała zaledwie 14 lat, tupnęła nogą i ze łzami zawołała:
- Nie, nie, nie! Nie chcę! Nie chcę być Polką! Jestem obywatelką Wszechrosji! Jestem Rosjanką, słyszycie? Jestem Rosjanką! - wybuchnęła płaczem, odwróciła się i pobiegła przed siebie.
Była piękna, złota polska jesień. Drzewa przystroiły się w złoto, purpurę i miedź. Ziemia przykryta była kolorowym dywanem z liści. Park, w którym stał dworek, gdzie zatrzymała się Tania, przypominał las i był wyjątkowo piękny. Tania, zrozpaczona i przejęta, biegła przed siebie, aż wreszcie zabrakło jej tchu i zatrzymała się, pochylając mocno do przodu, aby złapać dech. Potem pomyślała, że pochodzi sobie tutaj i spróbuje ochłonąć i dojść do siebie po przebytych wrażeniach. Wciąż była w szoku. Dowiedzieć się nagle, że jest się dzieckiem adoptowanym jest już czymś niemiłym, ale dowiedzieć się, że należy się do narodu, którego się nienawidzi i którym się pogardza… Jak na nowo zaakceptować siebie?
Tania spacerowała rozmyślając nad swoim losem. Dlaczego spotkała ją taka hańba? Okazało się, że jest Polką; to właśnie było tak hańbiące! Co ona powie koleżankom z pensji, gdy się o tym dowiedzą? One będą ją wyśmiewać, a ona chyba się spali ze wstydu! Nie, nie odważy się wrócić do szkoły! Nie, za nic!
Idąc przed siebie dziewczyna dotarła do muru, a w jednym miejscu pod nim ujrzała krzyż. Podbiegła zaciekawiona bliżej. Krzyż i pagórek przed nim był zasypany liśćmi. Odgarnęła je i… zamarła. Mogiła. Tutaj, w parku? Dlaczego ten zmarły, kimkolwiek jest, nie leży na cmentarzu? Kogo tu pochowano?
Przyjrzała się bliżej drewnianemu krzyżowi. Wyryto na nim: „Kamil Różański 1831”.1831? Przecież to znana data! Powróciła do niej wiedza zdobyta w szkole z historii najnowszej. Ależ tak, bunt Polaków! A ten zmarły z pewnością był jednym z tych buntowników! Tania zrozumiała, dlaczego tu jest jego grób. Zapewne walczył i tu właśnie poległ. A że w tamtym czasie taki był rozgardiasz, więc nikt nie myślał o właściwym miejscu wiecznego spoczynku. Pochowano go naprędce, tam, gdzie padł.
Usłyszała kroki. Ktoś szedł w jej kierunku, a liście szeleściły mu pod nogami. Obejrzała się i ujrzała staruszkę, gospodynię dworku. Stara kobieta podeszła do niej, położyła jej rękę na ramieniu i uśmiechnęła się.
- Powinnaś się pomodlić, dziecko - rzekła. - To twój ojciec.
- Mój ojciec? - wyszeptała Tania. - Jak to?
Staruszka podniosła dziewczynę z klęczek.
- Posłuchaj, Kasiu - zaczęła.
Ale dziewczyna jej przerwała:
- Mam na imię Tania - powiedziała.
Staruszka jednak pokręciła głową.
- Byłam przy twoim obrzędzie chrztu - zapewniła. - Nadano ci imię Katarzyna. Zawsze myślałam o tobie jako o Kasi. A więc posłuchaj…
I staruszka zaczęła opowiadać jej o powstaniu. Opowiadała pięknie i wzruszająco. Gdy opisywała, jak bardzo cierpieli Polacy pod jarzmem obcych władców i o nadziejach, które narodziły się w ich sercach, Kasia się rozpłakała. Staruszka mówiła dalej o cudach odwagi i męstwa, jakich dokonywali Polacy na polu walki. Plastycznie odmalowała scenę śmierci ojca Kasi, opowiadając, jak to śmiertelnie ranny dobywał ostatniego tchu, aby dotrzeć do domu i jak to umarł szczęśliwy, bo na rodzinnej ziemi… Kasia słuchała zachłannie, jak to Polakom nie było żal poświęcić dla ojczyzny ani życia, ani pieniędzy i przypomniała sobie owych skazańców, z którymi rozmawiała na podwórzu domu swego przybranego ojca w Petersburgu. Po raz pierwszy innymi oczami zobaczyła „bunt Polaków”. To było powstanie, nie bunt, bo buntować się mogą niewolnicy, a nie lu-dzie wolni!
Kasia przebywała w dworku jeszcze cały tydzień a w przeciągu tego czasu staruszka zdążyła opowiedzieć jej całą historię Polski i nauczyć polskiego języka. Te opowiadania obudziły uśpioną świadomość narodową Kasi i nie tylko pogodziła się z tym, że jest Polką, ale nawet poczuła się z tego powodu dumna. I tak, jak wcześniej gorąco kochała Rosję, tak teraz równie żarliwie pokochała Polskę i Polaków. To uczucie było tak silne, że żałowała, iż teraz nie ma żadnego powstania o wolność, by mogła do niego pójść i walczyć o niepodległość, jak Emilia Plater! Poszłaby z chęcią, nie bojąc się śmierci! Bój, w którym walczyli Polacy, nie był przecież tylko bitwą o wolność i niepodległość, ale też o zwykłą, dziejową sprawiedliwość. Kasia musiała przyznać, że trzy ościenne państwa, w tym również Rosja, pogwałciły tę sprawiedliwość i wszelkie szlachetne uczynki, przemocą zabierając Polsce ziemie i wymazując ją z mapy świata, a jej mieszkańców zaliczając w poczet swoich obywateli, wbrew ich woli, nakazując im wyrzec się własnego języka, obyczajów i pamięci tego, kim są.
Po tygodniu przybrana matka Kasi powiadomiła ją, że wracają do Petersburga. Wcześniej Kasia powitałaby z radością taką wiadomość, ale teraz całym swoim jestestwem wołała, że nie chce tam jechać, że chce zostać tutaj, wśród swoich, na rodzinnej ziemi, że chce tutaj umrzeć, tak jak tego samego pragnął jej ojciec. Zwróciła się więc do swej adoptowanej matki, mówiąc po polsku, nie pamiętając, że matka nie zna tego języka:
- Po pierwsze: nie mów do mnie Taniu. Jestem Kasia, a po drugie: je nigdzie nie jadę!
Twarz matki wyrażała kompletne niezrozumienie, więc Kasia zreflektowała się i powtórzyła wszystko jeszcze raz, tym razem po rosyjsku. Matka zrobiła taką samą minę.
- Mam mówić po angielsku, albo francusku, żebyś zrozumiała? - zdenerwowała się dziewczyna.
- Doczka - wyszeptała matka po chwili. - Doczka, o co chodzi? Jak to: nie wracasz? Nie chcesz wrócić do domu? To gdzie zamieszkasz? Tutaj? Ale dlaczego?
- Bo tu jest moja ojczyzna. Tutaj, nie w Petersburgu! Ja jestem Polką, nie Rosjanką! Już nie. I wybaczcie, jeśli kiedykolwiek dowiecie się, że działam przeciwko Rosji… Jako Polka jestem nawet zobowiązana to czynić, jeśli Rosja krzywdzi moją ojczyznę… Jestem zobowiązana jej bronić! Nie tylko przed Rosją, ale również przed pozostałymi zaborcami: Prusami i Austrią. Krew, która płynie w moich żyłach, krew wielu pokoleń Polaków nakazuje mi walczyć o wyzwolenie Polski. I będę to robić, dopóki mi sił starczy!
- Ach, ach - załkała urzędnikowa, zakrywając twarz rękami. - Prawdę mówią ludzie, mówiąc o niewdzięczności dzieci! Ale to i moja wina! Po co wzięłam na wychowanie polską dziewczynkę? Mało to rosyjskich dziewczynek w sierocińcach? Po co wzięłam sobie na głowę taki kłopot? Co za diabeł mnie opętał?
- Mamo, tylko nie płacz! - zaczęła ją błagać Kasia. - Nie płacz! Nic na to nie poradzę. Byłam, jestem i będę Polką! Mamo… przecież musiałaś zdawać sobie sprawę z tego, że kiedyś musiałybyśmy się rozstać. Przecież też bym opuściła twój dom, gdybym wyszła za mąż! Dzieci dorastają i opuszczają dom rodzinny, taka jest kolej rzeczy.
- Powiedz mi - wyszeptała urzędnikowa. - Kiedyś tak kochałaś Rosję… tak byłaś z niej dumna… i z siebie, bo uważałaś się za Rosjankę… Czy straciłaś swą dumę? Czy teraz nienawidzisz Rosji i Rosjan, bo uważasz, że są wrogami Polski?
- Nie straciłam swej dumy - roześmiała się Kasia. - Tylko teraz jestem dumna z tego, że jestem Polką! I wierz mi, mamo, mam być z czego dumna! A co do nie-nawiści… Nie - Kasia potrząsnęła głową. - To nie to, że nienawidzę Rosji jako kraju… Przecie jest piękny, ma wspaniałą tradycję i kulturę… Nienawidzę raczej Rosjan… Choć i to nieprawda! Wy przecież jesteście Rosjanami i moje koleżanki z pensji to Rosjanki, a wszystkich was kocham… Nie umiem wyjaśnić tego, co czuję do Rosji… Nie nienawidzę jej, nie kocham, nie jest też mi obojętna… Jak to wyrazić? - westchnęła dziewczyna. - Kocham Rosję Puszkina, Bestużewa, Kochowskiego, Murawjowa - Apostoła, Rylejewa, Pestela i innych de-kabrystów, Ruryka i Stieńki Razina. Ale nienawidzę Rosji obecnego cara, Nowosilcowa i innych carskich sługusów! Właśnie tak!
Urzędnikowa rozpłakała się na dobre, uścisnęła córkę, zapewniając, że zawsze będzie jej córką, zawsze będzie ją kochać i zawsze może na nią liczyć, a potem dała jej swoje błogosławieństwo i choć z ciężkim sercem, ale pozwoliła jej zostać tam, gdzie nakazywało jej serce. Obiecała wytłumaczyć wszystko mężowi w taki sposób, aby zrozumiał motywy jej postępowania. Czy jej się to udało? Kto wie?
I Kasia została na ziemiach polskich, w starym dworku należącym kiedyś do jej ojca, a więc właściwie w swoim dziedzictwie. Zamieszkała w nim ze staruszką i wkrótce pokochała ją jak babcię. Dziewczyna umacniała swoją tożsamość narodową i wreszcie była szczęśliwa, bo przestały ją dręczyć rozterki wewnętrzne. Nie zapomniała swoich rosyjskich rodziców, nawet troszeczkę tęskniła za nimi, bo przecież wciąż ich kochała.
Kasia bardzo szybko zaaklimatyzowała się w nowym środowisku i zdobyła sobie sympatię społeczeństwa. Gdy w okolicy znów pojawiły się tajne organizacje patriotyczne i znów zaczęto mówić o powstaniu narodowym, Kasia bardzo aktywnie w tym wszystkim uczestniczyła. Niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Gdy powstanie wybuchło, Kasia poszła w ślady Emilii Plater. W męskim przebraniu walczyła jak mężczyzna. Niestety, to powstanie także upadło. Za-pewne dlatego, że ogarnęło zbyt małą powierzchnię kraju. Ci, którzy nie zginęli, zostali uwięzieni, a większość wywieziono na Sybir. Wśród tych ostatnich znalazła się też Kasia. Po raz drugi w swym życiu, nie tak przecież znowu długim, przemierzała tę samą drogę, mając przed sobą ten sam cel.
Po kilku dniach morderczej drogi, w czasie której wielu umarło, kibitki z zesłańcami na jeden dzień zatrzymały się w Petersburgu. Wśród tłumu przyglądającego się wozom i siedzących w nich ludziom, znaleźli się też przybrani rodzice Kasi. Jakież było ich zdziwienie i przerażenie, gdy na jednym z wozów dostrzegli ukochaną twarz córki.
- Tania, Tania! - wykrzyknęła urzędnikowa, a dziewczyna, która właśnie tuliła do siebie jakąś płaczącą, może 7 - letnią dziewczynkę, usłyszawszy znajome imię, uniosła głowę. Urzędnik i jego żona zaczęli przepychać się między tłumem, aż znaleźli się przed Kasią. Gdy dziewczyna ich poznała, zdumienie odbiło się na jej wynędzniałej twarzy.
- To wy? - wyjąkała.
- Tak, to my - odparł jej przybrany ojciec. - Na miłość boską, dziecko, skąd się tu wzięłaś? Dlaczego jesteś wśród zesłańców?
- Ja… - zaczęła Kasia - no cicho już, cicho, nie płacz już, kochanie - uspokajała wciąż szlochającą dziewczynkę. - Brałam udział w powstaniu - wyjaśniła, zwracając się do rodziców.
- Na Boga, dziecko najdroższe, cóżeś uczyniła? - zawołała przybrana matka.
- Proszę - zaczęła błagać dziewczyna. - Tylko znowu nie zaczynajcie. Wyjaśniliśmy to już sobie.
- Nie możemy pozwolić, aby cię zesłali w tę krainę wiecznego mrozu i śniegu! Ojciec ma znajomości, wyciągnie cię z tego. Znowu zostaniesz naszą córką, bo bardzo możliwe, że oddadzą cię pod naszą opiekę, żądając od ciebie tylko, abyś powiedziała wszystko, co wiesz, o przywódcach tego buntu i wyjawiła, gdzie są inni jego uczestnicy. Zrobisz to, dadzą ci spokój i zamieszkasz z nami! - mówiła urzędnikowa.
Na twarzy Kasi odbiło się jednocześnie mnóstwo uczuć.
- Doprawdy, kusicie mnie - zaczęła mówić drżącym głosem. - Nie tęsknię za Sybirem i wiele mogłabym zrobić, by uniknąć wywiezienia tam. Ale nie wszystko. Nie mogę zrobić tego, czego ode mnie oczekujecie. Przecież to byłaby zdrada i wyparcie się własnej ojczyzny. Nigdy tego nie uczynię!
- Chcesz umrzeć na północy? - zapytał urzędnik.
- Jeśli taka będzie wola Boga… Ale przecież nie jest powiedziane, że muszę umrzeć. Mogę przeżyć i wrócić. Może jeszcze kiedyś was odwiedzę.
W tej chwili kibitki zostały otoczone eskortą i kawalkada ruszyła.
- Do widzenia, córeczko!- łkała urzędnikowa.
- Do widzenia! Kocham was! - odkrzyknęła Kasia i pomachała na pożegnanie ręką.

Dalsze losy Kasi nie są mi znane. Nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze zobaczyła się ze swoimi przybranymi rodzicami. Nie wiem też, czy wróciła do Polski. Może jej los był podobny do setek tysięcy ludzi wywiezionych na Sybir; może gdzieś tam, pośród bezkresnych połaci śniegu jest jej grób, niczym nie oznaczony, gdzie wrzucono jej ciało, przedwcześnie zeszłe z tego świata, wycieńczone nadmierną pracą i mrozem. Ale może jednak było inaczej? Może udało jej się przetrwać i zdołała wrócić do Polski? Może wyszła za mąż, urodziła dzieci a jej przybrani rodzice byli dla nich wspaniałymi dziadkami? Sami dopiszcie sobie zakończenie tej historii. Niech każdy wybierze sobie tę wersję, jak najbardziej mu odpowiada.

Komentujcie!


Ostatnio zmieniony przez Ellenai dnia Czw 18:46, 17 Cze 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elladan
Pasowany na Rycerza
Pasowany na Rycerza


Dołączył: 02 Sty 2010
Posty: 144
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/4

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 14:25, 18 Cze 2010    Temat postu:

Hmm... Jeżeli napisałaś to w liceum to jestem pełen podziwu. Moim zdaniem, to świetne opowiadanie, pokazujące historię Polaków.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Narnia.pl Strona Główna -> Stara Szafa Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB
Appalachia Theme © 2002 Droshi's Island